Spis treści

Moje najnowsze galerie

HG Krsna Ksetra Prabhu w Pradze
< Moje ofiarowanie
14.02.2009 09:33 Wiek: 10 yrs
Autor: MjNd

Indie cz.1

I stało się. Po wielu aranżacjach i długich przygotowaniach udało mi się dostać na świętą ziemię Bharatavarsa (czyli w naszym narzeczu Indie).


     I stało się. Po wielu aranżacjach i długich przygotowaniach udało mi się dostać na świętą ziemię Bharatavarsa (czyli w naszym narzeczu Indie). Przy tej okazji chciałbym serdecznie podziękować wszystkim dobrze mi życzącym osobom za wsparcie duchowe i materialne.

Anioł stróż: Dla tych osób, które chciałyby wspomóc (szczególnie finansowo) Madhaia i jego projekty prosimy kliknąć TUTAJ.

Szczególne podziękowania dla mojego starszego brata duchowego z USA (Pandava Prabhu) za dotację w formie kamery cyfrowej. Mam nadzieję użyć tę nową zabawkę w celach jak najbardziej misyjnych.

A zaczęło się tak: Bilet na samolot do New Dehli mieliśmy ze stolicy Niemiec (taniej niż ze stolicy Polski i znacznie taniej niż ze stolicy Zdolnego Śląska). Rasatattva Prabhu wraz z małżonką podwiózł nas, czyli Karuna-sindhu Krsna Prabhu i mnie do mojego przyjaciela Ananda-vardhana Prabhu, który obecnie mieszka w Berlinie. W sobotę wieczorem odwiedziliśmy  wspólnie świątynię ISKCON Berlin. Przypomniała mi się atmosfera, kiedy to świątynia we Wrocławiu mieściła się w mieszkaniu w starej kamienicy przy ulicy Nowowiejskiej. Drugie piętro, mała kuchnia, kołyszący się żyrandol u sąsiada na dole, sankirtan itd. itp. a jednocześnie jakaś niezwykle entuzjastyczna, młodzieżowa i pionierska atmosfera w nastroju wyrzeczenia. W największym pokoju świątyni w Berlinie rezyduje Pan Jaganath wraz z bratem Balaram i siostra Subhadrą. Mają bardzo ładny, duży, drewniany ołtarz i co roku w czasie rathayatry jadą sobie na przejażdżkę po ulicach Berlina. Po długim bajanie wykład dał Prthu Prabhu i po entuzjastycznym kirtanie przyjęliśmy prasadam (czyli łaskę Pana). Pyszne Prasadam znakomicie odzwierciedlało atmosferę tego miejsca ze szczyptą niewinnego neofityzmu.

W poniedziałek skoro świt opuściliśmy gościnne progi Anandavardhana Prabhu i jego żony i po godzinnej podróży Strassenbahn, S-bhan, U-bhan i autobusem dotarliśmy na lotnisko Berlin Tegel. Odnalzliśmy stosowne stanowisko i podszedłem do młodego dżentelmena przy odprawie z zapytaniem czy mogę założyć na mój plecak metalową siatkę ochronną Pacsafe (polecam szczególnie osobom, które podróżują samotnie i muszą zostawić czasami bagaż bez opieki). Ta zrobiona z metalowej linki sieć ma chronić przed osobami, które nie liczą się z prawem karmy (karnym). Pan bardzo uprzejmie poinformował mnie, że siatka to nie problem ale problem jest z samolotem, który nie odleci, ponieważ zasypało lotnisko Londyn Heatrow gdzie mieliśmy przesiadkę. Na szczęście dał rozwiązanie tej sytuacji. Powiedział aby udać się do stoiska British Airways aby nam zmienili bilet na jakiś inny samolot do New Dehli (bo przecież nie musicie lecieć do Londynu!). Zaczyna się - powiedziałem do Karuny i ustawiliśmy się  w długą kolejkę do wskazanego okienka. Po prawie dwóch godzinach stania starsza kobieta o typowych niemieckich rysach twarzy bardzo sprawnie znalazła nam inne połączenie Swiss Air do Zurych a potem do New Dehli. W sumie mieliśmy być na miejscu godzinę wcześniej niż było przewidziane pierwotnie czyli o 0:25 czasu miejscowego.

W samolocie starałem się skoncentrować na intonowaniu. Obok mnie siedział grubaśny jegomość, który zamawiał do każdego posiłku ( i pomiędzy również) buteleczkę jakiegoś alkoholu a na ekranie jego monitora puszczał sobie non stop indyjskie filmy w stylu zabili go i uciekł. Przed nim siedziała dziewczyna, która oglądała film dla dzierlatek. Natomiast z przodu po lewej stronie siedziała Szwedka która na zmianę oglądała filmy animowane, czytała szwedzką gazetę z dużą ilością zdjęć modelek i grała w układanie spadających klocków. Do tego wszystkiego na monitorze Karuny pojawiały się aktualne informacje odnośnie lotu. Tak czy inaczej po tej kakofonii informacji dolecieliśmy szczęśliwie do New Dehli i tam odebrał nas na lotnisku Martanda Prabhu, który mieszka we Vrindavan. Szybko przyjęliśmy schronienie łóżek hotelu Iskcon New Dehli.

Świątynia Iskcon?u w New Dehli robi bardzo duże wrażenie. Architektura świątyni łączy w sobie tradycję z nowoczesnością. Znajdują się tam trzy ołtarze od lewej: Sri Sri Gaura-Nitai, Sri Sri Radha-Parthasarathi i Sri Sri Sita Rama Laksman Hanuman. Codziennie odwiedzają ją setki Hindusów a w weekendy są tłumy. A jest tutaj dużo atrakcji: Restauracja, cukiernia sklep z dewocjonaliami, nowoczesne prezentacje Bhagavad-Gity i Srimad Bhagavatam wykorzystujące światło dźwięk i naturalnych rozmiarów figury. Oglądałem pięć lat temu kiedy byłem tutaj Bhagawad- Gita show i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Wszystko to kręci się pod czujnym okiem Gopal Krsna Maharaja, który ma tutaj swoją główna siedzibę.

Miejscowi bhaktowie przyjęli nas bardzo miło. Mieliśmy darmowy nocleg, prasadam

a jeden z wielbicieli opiekował się nami osobiście.

Po dwóch dniach pobytu udaliśmy się w długą podróż pociągiem do południowych Indii. Naszym przeznaczeniem było Ahobilam jest to jedyne miejsce na Ziemi gdzie rezyduje dziewięć głównych form Pana Narasimhadevy.

 I to by było na tyle. Ciąg dalszy mam nadzieję nastąpi.

Zdjęcia TUTAJ

 

   


2005 © Copyright by Kurukszetra.net • Projekt i wdrożenie: Kavi • Redaguje: Zespół